Fryzjerskie smaczki i wpadki...czyli co Cię może spotkać u fryzjera!

Ten blog staje się zdecydowanie za mało "włosowy", a więc nadrabiamy!

Przy okazji ostatniej wizyty u fryzjera przypomniało mi się kilka smaczków z moich odwiedzin fryzjerów. Nie, nie będzie o tym, że prosiłam o ścięcie 2cm, a poleciało 10cm, ale będzie chyba równie ciekawie:)

Przy okazji moje włosy, bez flesza w świetle dziennym, już w całości naturalne!


1. Zdarzyło mi się, że wchodząc do salonu natknęłam się na malutkiego psa. Początkowo myślałam, że jest to piesek klientki, starszej babeczki którą akurat zajmowała się fryzjerka. Po jakimś czasie babeczka wyszła, a pies został. Myślę sobie ok, nie mam za bardzo nic do psów...do czasu gdy zauważyłam, że piesek usiadł sobie na fotelu na którym siedziałam gdy myli mi włosy.. Fryzjerka zupełnie nie zwróciła na to uwagi, jakby to było normalne. Gdy próbował gryźć ręcznik, który wcześniej miałam na głowie też nie zareagowała....

To mi przypomniało również historię gdy kiedyś po wejściu do sklepu z zabawkami zauważyłam na ladzie dużego czarnego kota. Kobieta, która tam sprzedawała nie widziała w tym nic dziwnego i nienormalnego. Dopiero gdy ktoś chciał coś kupić kocisko przechodziło w inne miejsce..

2. Poszłam raz do fryzjerki, którą poleciła mi koleżanka. Nie wiem jak u Was, ale fryzjerki do których chodzę bardzo lubią sobie pogadać i spoufalać się z klientkami. Ja nie jestem do tego skora gdy widzę kobietę pierwszy raz w życiu...nie przeszkadzało jej to jednak bitą godzinę opowiadać mi jaką ma świetną i ładną córkę, która robi karierę w modelingu... Dziewczynkę widziałam chwilę wcześniej i miała może z 10 lat. Rozumiem dumę z dziecka, ale trudno było zejść na inny temat a o tym ciężko słuchać..Więcej mnie nie zobaczyła.

3. Podczas czesania mnie fryzjerce upadł na podłogę grzebień. Myślę sobie oho, niech go tylko podniesie i zacznie mnie nim czesać to będzie niezła afera. Okazało się, że babka wzięła inny grzebień, a tamten do końca mojej wizyty przeleżał na podłodze. Czy został zdezynfekowany? Ciężko powiedzieć, ale też oceniając niektóre salony dziwiłabym się gdyby został. Niestety.

4. Jakieś dwa tygodnie przed ślubem wybrałam się na fryzurę próbną. Fryzjerka również z polecenia, pierwsze moje zetknięcie z tym salonem, więc chciałam wiedzieć czego mogę się spodziewać. Zresztą nie miałam zupełnie pomysłu jak się uczesać i oczekiwałam jakiejś rady. Wyszłam z jakimś gniazdem na głowie, dosłownie...ptaki mogłyby tam lądować. Szukałam podobnej "fryzury" w sieci, ale nic nie znalazłam.. W ogóle nie było to to czego oczekiwałam. Poza tym fryzjerka w "trosce o moje włosy" spięła mi je bardzo lekko wsuwkami, żebym mogła je łatwo powyciągać. W rezultacie zanim wróciłam do domu nie miałam już połowy wsuwek, szłam i co chwila słyszałam jak jakaś spada na ziemię... i pierwsze wrażenie mamy ze zdziwioną miną - "podoba Ci się to? Naprawdę? Tak chciałaś?" Dodam, że nie było już wtedy czasu by szukać innego fryzjera... moja fryzura ślubna była już zupełnie inna i nie wyszła tak źle, ale stresu trochę miałam jak to będzie. 

5. Na koniec zostawiam prawdziwy smaczek... byłam wtedy nastolatką, dość cichą i wtedy nie widziałam w tym nic bardzo złego, teraz bym chyba nieźle nawrzeszczała na babkę.. Pusty salon, babka umyła mi włosy i posadziła na krześle. Chwilę posuszyła je suszarką i nie bardzo pamiętam co wtedy wynikło, musiała odebrać telefon czy coś takiego... po czym powiedziała, żebym sobie sama trochę podsuszyła włosy to szybciej będzie a ona zaraz wróci. No i dała mi suszarkę do ręki.......


Podzielcie się swoimi koszmarkami u fryzjerów!


60 komentarzy:

  1. ja mam bardzo aktualny "smaczek". Poszłam w środę do fryzjerki, sprawdzony salon, zawsze ścinała mnie właścicielka, ale nie tym razem. Pani nie zrozumiała, ze 5 cm + lekkie cieniowanie, to nie to samo, co 15 cm + cieniowanie! I tym samym z włosów prawie do pasa, mam lekko do łopatek (i to te najdłuższe pasma) .... Ponoć ładnie wyglądam, młodziej, inaczej i takie tam .... ale ludzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lady ja już się przekonałam, że trzeba mówić, że chcesz mniej cm niż jest w rzeczywistości, np. chcesz 5cm to mówisz, że chcesz 2cm a wychodzisz bez 5cm:D

      Usuń
  2. Mnie takie sytuacje jak dotąd nie spotkały ale ten pies w salonie to wg. mnie spora przesada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, ze kup nie walił chłopak przy fotelach

      Usuń
    2. Magdalena niestety zauważyłam podobne sytuacje tam gdzie właścicielka ma salon niedaleko swojego domu..

      Anonimku nikt nie wie jak było po mojej wizycie..

      Usuń
    3. ... albo przed wizytą... :(

      Usuń
    4. Mam nadzieję, że nie. HAHA :p

      Usuń
    5. brr, aż mnie ciary przeszły, na pewno NIE :)

      Usuń
  3. mam nadzieję, że gwizdnęłaś jej tę suszarkę i dałaś nogę z zakładu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kilkanaście lat, byłam młoda i zdezorientowana :P Teraz bym jej kazała odliczyć swoją pracę za suszenie:)

      Usuń
    2. no ba,ja myślę :) pzd.

      Usuń
    3. E tam, nie wiem, co widzicie złego w psie chodzącym sobie po salonie. Rozumiem jakby był agresywny czy coś, ale tak to co to za problem?

      Usuń
    4. Jeśli pies chodzi i gryzie ręczniki bądź siada tam gdzie siadają klientki to jest to dla mnie niestety niestosowne...to jest miejsce pracy a nie część domu gdzie się robi co chce. Rozumiem, że dla właściciela psa nie jest to odpychające, ale dla kogoś z boku już może być. Oczywiście można zmienić fryzjera zamiast narzekać, ale już przy pierwszej wizycie zdarzają się takie sytuacje. A akcje która spotkała Lilit (komentarz niżej) to juz dla mnie w ogóle nie do ogarnięcia:)

      Usuń
  4. O nie wierze w to z suszarką :D Dobra !

    OdpowiedzUsuń
  5. Ladne wlosy :-) Ja nie moge sie doczekac, kiedy zejde z kolorowych koncowek :-(

    Ja podczas mojej ostatniej wizyty u fryzjera tez natknelam sie na psa... Roznica byla tylko taka, ze scianala prywatnie w swoim domu, ale miala pokoj ktory wygladal jak salon :-)
    Bylam tam z siostra, kolega i kolezanka. Jak czekalysmy na swoja kolejke, ten pies na nas wskakiwał (byl calkiem spory), obwąchiwał, biegal po pokoju, skomlał zeby go poglaskac i najgorsze, chcial 'to' zrobic na nodze kolegi... Sytuacja byla przezabawna, ale ja nie wyobrazam sobie gdyby to moja noge dopadl. Wtedy przestalabym byc taka mila ;-) Fryzjerka nic sobie z tego nie zrobila a nawet zartowala ze nas przywiąże do kaloryfera zeby pies mogl nas wyr*chac ze tak to nazwe ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakaś zoofilka ta fryzjerka, a fuj

      Usuń
    2. Lillit, przecież Ty masz boskie włosy

      Usuń
    3. Dziekuje bardzo! :-)
      Niestety koncowki sa takie sobie, ale za jakis czas je znowu skroce :-)

      Usuń
    4. Popieram:) Dodałam do obserwowanych:)

      Usuń
  6. historia z suszarką mnie zaskoczyła!

    OdpowiedzUsuń
  7. "Przepraszam, muszę odebrać ważny telefon, proszę sobie chwilę poborować, tak będzie szybciej, zaraz wracam".
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha:D To byłby świetny i jeszcze bardziej zaskakujący tekst:)

      Usuń
    2. o rany, ja na 20 mam wizytę u dentysty umówioną, iść muszę, ale mnie teraz nastraszyłyście :)

      Usuń
  8. Ja poprosiłam o włosy do ramion a wyszłam z długością do ucha. Mało tego, pani zaczęła cieniować mi grzywkę, a kiedy powiedziałam, że nie chce, odpowiedziała, że tak będzie lepiej wyglądać. Od roku nie było mnie u fryzjera... Nigdy nie zrozumiem fryzjerów. Tak ciężko zrobić to, o co prosi klientka? One są specjalnie takie złośliwe?

    OdpowiedzUsuń
  9. ja jestem przeciwna zwierzakom w miejscu pracy. i już.

    OdpowiedzUsuń
  10. Historia z suszarką mnie rozbawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  11. może to dziwne, ale nie lubię chodzić do fryzjera w celu zmiany fryzury. Jakoś chyba zawsze źle trafiam i chyba jeszcze nigdy do końca nie byłam zadowolona z efektów.
    Upięcia jak najbardziej tak, zawsze jestem zadowolona z upięcia okolicznościowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kruszynkakasia ja za to z reguły słyszę - niestety nic nie da się upiąć z pani włosów... raz trafiła mi się fryzjerka która bez problemu i włosy do ramion mi upięła, ale to był naprawdę wyjątek.. :(

      Usuń
  12. Ja traumatycznych wspomnień nie mam, ale ostatnio zdarzyło mi się coś dziwnego. Umówiłam się na wizytę telefonicznie, obojętne mi było do jakiej fryzjerki w danym salonie. Przychodzę. Praktykantka zaprasza mnie na fotel i myje włosy. Gdy skończyła poprosiła abym się przesiadła na fotel do obcinania. Założyła mi fartuch itp. i odeszła. Poszła sobie myć szafkę zamiatać podłogę, ani me ani be do mnie. Siedziałam tak z 10 minut. Okazało się, że babka do której byłam zapisana była na plotach u kosmetyczki 5 m obok. Wyjrzała od tej kosmetyczki i zdziwiona, a może zawstydzona do mnie podeszła i zaczęła tłumaczyć, że przecież ta praktykantka tak długo myje klientkom głowę, że myślała że dalej jestem myta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktykantki u fryzjerek są za to wyjątkowo nierozmowne w odróżnieniu od fryzjerek :)

      Usuń
  13. Byłam na fryzurze próbnej miesiąc temu. Fryzjerka kręciła mi włosy prostownicą. Nigdy więcej! Po powrocie do domu umyłam włosy i straciłam chyba 1/5 włosów - tak mi ciągła włosy przy kręceniu. Przez tydzień bolała mnie głowa. :/
    Byłam na kolejnej próbnej, ale nie pasowało mi w upięciu. Na trzecią już nie poszłam, bo szkoda mi było pieniędzy, dlatego nie wiem jak będę wyglądać w dniu ślubu... Za 3 tygodnie. Na szczęście zdecydowałam się na prostotę - kręcone rozpuszczone włosy, sama próbowałam i będzie ok, fryzjerka raczej sobie z takim czymś poradzi. :D Wolę nie kombinować, bo będę żałować, że przesadziłam z fryzurą i wyglądałam jak nie ja. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciągnęła

      Usuń
    2. Kasiu nie wiem na ile podatne na kręcenie są Twoje włosy, ale z wielu źródeł wiem, że właśnie z taką najprostszą fryzurą fryzjerki mają często problem... Loków nie ma jeszcze zanim wesele się rozpocznie ;/ Podobnie miała moja świadkowa. Wszyscy sądzą, ze przecież nic nie można tam popsuć...a jednak. Fryzjerki później tłumaczą się, że masz niepodatne włosy albo przeciwnie, one loki przecież widzą.

      Usuń
  14. z tym grzebieniem to nie raz się spotkałam,ale co zrobić jak tak jest szybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja trafiłam kiedyś na fryzjerkę która dosłownie śmiała się z mojego trądziku. Byłam wtedy na etapie dorastania i takie uwagi wprowadziły mnie w jeszcze większe kompleksy w dodatku obcięła mnie tak, że długo się potem ze mnie śmiali bo wyglądałam jakbym była obcięta z garnka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzena współczuję takich ludzi na drodze. Niektórzy nie mają za grosz wyczucia ;/

      Usuń
  16. ja płakałam przy pierwszym i jedynym farbowaniu u fryzjera
    ścinanie za dużo to standard
    ale to z suszarką :D
    dobrze, że Ci nie kazała zamiatać podłogi

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja czesto spotykam sie z tym, jak fryzjerka przerywa prace bo ma telefon od kolezanki i potrafi tak gadac nawet 10 min.., a klient czeka. Sama tak mialam a na dodatek w tym salonie glosno lecialo disco polo co nie umilalo mi siedzenia :))

    OdpowiedzUsuń
  18. mam fryzjerkę w rodzinie, mam też wśród znajomych, ogólnie znany jest mi ten światek, ale nie pamiętam już kiedy ostatnio w ogóle byłam w jakimś zakładzie... zazwyczaj siostra obcinała mi włosy w domu, a teraz już wcale nie korzystam z takich usług, bo włosy noszę długie, a farbuję je sobie sama:)

    bardzo fajne spostrzeżenia, co do zwierząt to ja jestem ich wielbicielką, więc mi nie przeszkadza ich obecność, ale faktem jest, że coraz częściej spotyka się zwierzęta właścicieli danego obiektu, gdzie raczej być ich nie powinno, bo przede wszystkim chodzi tutaj o względy higieniczne i sanitarne, a już nie chcę nawet wyobrażać sobie takich miejsc, gdzie podawane jest jedzenie :/

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem bardzo wybredna jeśli chodzi o fryzjerów. Myślę, że nigdy nie trafię na ideał. Teraz chodzę do "pół-ideała" p. Renaty. Ma jedną cechę, którą uwielbiam, nie muszę jej mówić ile ma ściąć bo wie, zna moje preferencje i i ma świadomość że chciałabym je zapuścić. I ten szampon o zapachu gumy balonowej :)

    OdpowiedzUsuń
  20. moja mistrzyni (fryzjerka mojej mamy - była!) miała ściąć mi spalone końcówki i zostawić to, co było już zdrowe i nie rozjaśniane rozjaśniaczem na platynę.
    Ścięła, i owszem.
    Potem: dała mi grzebień, żebym uczesała sobie grzywkę jak zawsze ( i dobrze, na punkcie grzywki byłam przewrażliwiona) a następnie wysuszyła je tak, że z tyłu miałam gniazdo. Ponadto ścięła mi włosy krzywo i z jednej strony miałam cm dłuższe niż z drugiej. Jak zwróciłam jej na to uwagę, to powiedziała, że trzymam głowę krzywo i mi ją przekrzywiła (wg niej wyprostowała). Wróciłam do domu, musiałam umyć i ułożyć włosy od nowa a na dodatek podciąć sobie cm z jednej strony. KOSZMAR.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja raz miałam sytuacje, że (już po ścięciu włosów) fryzjerka zamiast normalnie uczesać włosy (po suszeniu były splątane) zaczęła je szarpać, ciągnąć. Mnóstwo włosów mi babsko wyrwało, ból, łzy w oczach...ale tak samo jak u ciebie, młoda byłam, więc cicho siedziałam. Teraz na pewno bym zareagowała.

    OdpowiedzUsuń
  22. No faktycznie te historie ktore opisujesz sa straszne. Nie ma nic straszniejszego niz czesanie wlosow grzebieniem ktory upadl na podloge. Mialo wyjsc smiesznie a wyszlo zenujaco. Grzebien upadl fryzjerce wziela inny zle bo co z tamtym jakby cie to interesowalo. Z twojego postu widac ze czyhasz tylko na bledy innych. Ciekawe czy ty taka nieomylna jestes. Rozumiem byc zlym na popsuta fryzure (kazdy to przezyl) no ale ty jestes klientka koszmar z tego co widze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi że nie jestem koszmarną klientką. Raczej daleko mi do takiej, bo sama zahaczyłam o obsługę klienta i wiem jak jest. Nie rozumiem np. ludzi którzy sapią w kolejkach przy kasie, że babka sobie akurat rolkę zmienia albo nie przyjmuje jej karty. A takich jest masa i to dla mnie są masakryczni klienci. To że wymagam w salonie higieny to nie jest dla mnie nic niezwykłego, tego samego wymagamy w spożywczaku, u lekarza czy kosmetyczki. Polecam rozejrzeć się za mniej żenującymi blogami:) Pozdrawiam

      Usuń
  23. Ja do fryzjera uwielbiam chodzic. Nie spotkalam sie jeszcze z taka sytuacja jak wiekszosc opisuje ze prosi o sciecie 2 cm a scina 10 cm fryzjerka. Mnie zawsze mniej obcinaja i dopytuja czy jeszcze czy za malo. Z powyzszych sytuacji jakie cie spotkały, tylko 2 by mnie wkurzyly. Pies, praca to nie miejsce dla zwierzat, popsucie fryzury ktora nie wytrzymala dojscia do domu.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ostatni punkt mnie rozwalił;) Ja miałam 2przygody tą sama fryzjerką na tej samej wizycie. Po pierwsze chciała mi bardzo udowodnić, że brązowa farba rozjaśni mi czarne włosy. Jakie było jej zdziwienie, że po farbowaniu miałam dalej odrost. Na domiar złego zaczęła mnie pouczać jak się czesać żeby tego odrostu nie było widać.
    Druga sytuacja jak skończyła nakładać mi farbę na włosy i miałam pół czoła wysmarowanego i zwykłą wodą już nie dawało rady to mi poleciła żebym na wacik kosmetyczny dała trochę popiołu z papierosa i namoczyła w wodzie zejdzie prędziutko zapewniała. Ja na to, że zawsze mnie fryzjerki czymś bardzo śmierdzącym domywały to dostała olśnienia, że to jakiś płyn od trwałych tak zmywa pięknie farbę. Brrr aż ciary mnie przeszyły zwłaszcza, że jutro idę do fryzjera.

    OdpowiedzUsuń
  25. Niezłe miałaś z nimi przygody!

    Mogłabym napisać co najmniej równie długi cały wpis o przygodach z moimi.

    I widzę, że to nie jest nic dziwnego, bo dziewczyny w komentarzach opisuję równie dziwaczne historie. Myślę, że fryzjerzy powinni być naprawdę jakoś lepiej szkoleni, kontrolowani i powinna być zawsze dostępna możliwość reklamacji / zwrotu kosztów, jeśli zrobią coś takiego, jak niektóre dziewczyny opisują... W innych zawodach coś takiego istnieje, więc nie rozumiem, czemu tutaj nie... a to przecież jednak ważna sprawa, jakby nie było...

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciekawe, swoją drogą w sumie nie zwróciłam uwagi na to czy dezynfekują po kliencie rzeczy czy nie... A szkoda :/ Na męskim to i owszem, z moim facetem jak byłam w jednym miejscu, gdzie było trzech męskich fryzjerów, jeden z nich facet i nie dezynfekował sprzętu w ogóle!!! Aż strach pomyśleć. Potem się dowiedziałam, że mojej znajomej ojciec nabawił się choroby skóry przez to, że ten fryzjer nie dezynfekował sprzętu :/

    OdpowiedzUsuń
  27. W ostateczności jeszcze wszystko ujdzie poza tym psem... Bo to już odbieram jako kompletny brak szacunku do klientki.

    OdpowiedzUsuń
  28. To ja próbuję zwalczyć mój lęk, pogodzić się z traumami i zebrać się, by po kilku latach pójść do fryzjera,a Ty mi tutaj z takimi postami! :) Niestety, o fryzjerkach mam same lipne historie do opowiedzenia, łącznie z tymi 10cm zamiast 2cm, czarnym zamiast brązowego, nagłej przemianie z fantastycznej w beznadziejnej po kilku(nastu) wizytach itp. atrakcjach, jak i przede wszystkim o tym, że są to panie z absolutnym problemem z słuchaniem klientek...

    OdpowiedzUsuń
  29. "Moja" fryzjerka notorycznie przyprowadzala swoje dzieci do salonu ( 4 i 6 lat), bardzo meczace to bylo.

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam czsami zagladam tu,fajny blog!!ha ha ale dzisiaj usmialam sie!!!Kiedys fryzjerka zle obciela mi wlosy z tylu,5cm odstawalo,poszlam zeby to poprawila,jakiez bylo jej zdziwienie, przeciez taki ogonek moglam sama sobie obciac!! innym razem moja siostra poszla zrobic odrosty,wrocila jakby wcale ich nie robila! Niestety wiele fryzjerek nie umie doradzic ,nie wiedza jak obchodzic sie z klijentem! Wiele salonow nie wie co to dezynfekcja, nie wspominajac o poplamionych recznikach brrrrrrr...pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej:) Miło mi to czytać, zapraszam częściej:) Nieudane farbowania też mi się zdarzały...i nawet krytykowały je fryzjerki u których je robiłam (ale zapomniały) to dopiero parodia:)

      Usuń
  31. Mam swoją Panią fryzjerkę i jestem jest wierna już jakiś czas. Wiem, że mogę być jej pewna i nie zrobi mi nic innego niż ja chcę. Dodatkowo muszę przyznać, że zawsze z jakimś takim namaszczeniem podchodzi do włosów - zawsze delikatnie itd. Naprawdę 100% relaks. Muszę przyznać, że jak zaczęłam do niej chodzić to aż ciarki mnie czasem przechodziły tak delikatnie wszystko robiła - zero szarpania, ciągnięcia itp. Nie jest może "stylistką" , która śledzi każdy trend i testuje go na klientkach lub sobie ale ja jestem zadowolona. Chociaż troszkę daleko teraz do niej mam i zastanawiam się czy nie podskoczyć na test do fryzjera koło domu. Podobno fajnie tną. Mój Piękny;) chodzi tam zamiennie z innym salonem i jest zadowolony mimo, że Pani tnie go troszkę inaczej niż chce twierdząc, że tak lepiej:D Jednak sam przyznaje, że babeczka ma do tego rękę (i widać to po cięciu też), natomiast w drugim tnie go dokładnie jak chce ale technicznie chyba troszkę "gorzej". Sęk w tym, że nie wiadomo co u mnie wymyśli bo tak lepiej:P Chociaż mam wrażenie, że raczej byłyby to jakieś zmiany wynikające z techniki niż "a teraz ciachnę pani jednak 20cm bo tak lepiej":D
    Swego czasu miałam wątpliwy relaks u kosmetyczki. Salonu nie zmienię bo lubię do niego chodzić itd. Postanowiłam przed porodem zrobić sobie małe spa (stopy, dłonie, masaż twarzy) - a co relaks przed szaleństwem musi być! Niestety do szefowej przyszła klientka-znajoma z dziewczynką, która troszkę szalała. O ile stopy i dłonie nie wymagają całkowitej ciszy to taki masaż jednak tak. Aż sama kosmetyczka zasugerowała, że jestem troszkę spięta bo chyba efekty dźwiękowe za drzwiami są za wysokie. Faktycznie dziewczynka była urocza ale też i czasami za głośna. Tego typu miejsca są jednak nie dla dzieci - człowiek nie idzie tam tylko po daną usługę ale i po chwile wytchnienia i relaksu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. niestety hałas i relaks nie idą w parze, nie dziwię Ci się, że byłaś spięta.
      Sama miałam świetną fryzjerkę, ale niestety zamknęła salon i nie mam pojęcia czy gdzieś teraz obcina, bo na wcześniejszym nie ma żadnej informacji a telefon nie odpowiada... peszek.

      Usuń
  32. Na moją studniówkę chciałam naturalne loki, wyszłam z upięciem z części włosów, toną wsuwek i lakieru, którego nie mogłam zmyć po kilku myciach...
    pomijając już, że nigdy się nie dogadujemy więc zdecydowanie unikam fryzjerów :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak byłam młodsza to pewna fryzjerka obcinała mnie tak blisko skóry, ze przecięła mnie nożyczkami (w szyję). Wtedy się nie odezwałam i dopiero w domu przykleiłam plasterek. A fryzjerka albo tego nie zauważyła, albo udawała, że nie widzi :P

    OdpowiedzUsuń
  34. Niezłe miałaś przygody :) Ja unikam fryzjerów jak ognia, włosy najczęściej podcinam w domu, tzn nie ja, robi mi to mama albo ktoś inny :) Z ciekawostek to raz fryzjer kazał mi wstać, bo tak było mu lepiej obciąć długie włosy. Nieciekawą przygodę miała moja siostra, której fryzjerka zniszczyła cały sweter z tyłu utleniaczem, zorientowałyśmy się dopiero w domu. :/

    OdpowiedzUsuń
  35. Jak to dobrze, że od chyba 15 lat nie korzystam z usług fryzjerów :) Zawsze mam włosy w długości od ramion do talii - jak odosną, to trochę w nich chodzę, a potem SAMA tnę! Jest sporo kilka sposobów, jak obciąć samemu włosy, np. u Anwen albo na youtube. I zawsze wychodzi dobrze! Zero stresu i za darmo :) A kolor swój lubię, więc nie fabuję. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz.
Wszystko czytam i w miarę możliwości odpowiadam. Proszę nie spamować, jeśli napiszesz ciekawy komentarz będę wiedziała jak trafić na Twojego bloga:)

Pod wcześniejszymi postami niż najnowszy jest ustawiona moderacja, bym nie przegapiła Twojego komentarza:)

SZABLON BY: PANNA VEJJS.