Przepis na maseczkę z glinką

Weekend to idealny czas na rozpieszczenie swojej skóry. Korzystając z okazji, kolejny raz nałożyłam na twarz własnoręcznie zrobioną maseczkę glinkową. Oczywiście najlepiej to robić, gdy naszego partnera nie ma akurat w domu, bo mógłby się zdziwić:) Chociaż nie zabiera to dużo czasu, więc taką maseczkę możemy nałożyć na twarz przy okazji innych zabiegów w łazience.



Lubicie glinki? Ja długo musiałam się do nich przekonywać, bo mimo, że znam je od dawna, nie lubiłam za bardzo stosować. Miałam wrażenie, że tylko nadmiernie wysuszają moją skórę. Niedawno przeczytałam o fajnym sposobie na nie, który od jakiegoś czasu z powodzeniem wcielam w życie:) Od tej pory bardzo się z nimi polubiłam i stosuję taką maskę raz w tygodniu. Jak tworzę swoją bardzo prostą mieszankę przeczytacie poniżej. 

Czego potrzebujemy?

  •  Glinka (u mnie akurat żółta)
  • Porcelanowa miseczka i bagietka lub łyżeczka (mogą być wykonane z czegoś innego, ważne by nie były metalowe, bo metale mogą wchodzić w reakcje z glinkami)
  • Olej (dowolny olejek do ciała, który Wam służy i którego nie boicie się zaaplikować na twarz)
  • Hydrolat (u mnie z kwiatu pomarańczy ale może być każdy inny). Do tej pory z powodzeniem stosowałam jeszcze zwykłą, przegotowaną wodę (chłodną).
     

Co jest niezwykłego w takim połączeniu?
Teoretycznie jest to najprostsza w świecie mieszanka i glinkę równie dobrze możemy połączyć ze zwykłą przegotowaną wodą. Takie połączenie jednak średnio służyło mojej skórze, bardzo ją wysuszało (niezależnie od rodzaju glinki). Dodatek oleju sprawia że maseczka będzie bardziej nawilżająca i znacznie wolniej wysycha na twarzy. Pamiętajcie, że glinkę musimy zmyć, zanim wyschnie na twarzy!  Hydrolat natomiast dodatkowo dostarczy naszej skórze rozpuszczonych w nim cennych substancji roślinnych. Oczywiście dodatek hydrolatu możecie pominąć (a zamiast niego użyć wody), sama stosuję go od niedawna. Olej jednak stanowi u mnie must have w takiej masce. 

Jak przedłużyć działanie maseczki?
Sama trzymam maskę do czasu gdy zacznie wysychać, czyli od kilku do kilkunastu minut. Oczywiście zwykle lepiej jest gdy trzymamy ją trochę dłużej niż te kilka minut, więc gdy widzimy że zaczyna wysychać możemy spryskiwać ją wodą w atomizerze. 

Jak działa glinka?
Glinki zawierają cenne sole mineralne, których dostarczają naszej skórze i usuwają z niej toksyczne substancje. Świetnie oczyszczają i wygładzają, ja po ich stosowaniu mam wrażenie zmniejszonych porów i rozjaśnienia skóry. 

Mamy do wyboru kilka rodzai glinek, które dobieramy w zależności od naszej cery. Najmocniejsza jest glinka zielona, która polecana jest głównie do cery trądzikowej i tłustej, najdelikatniejsza glinka biała, polecana do skóry wrażliwej, dojrzałej. Glinka czerwona polecana jest dla osób, które mają skórę naczynkową, a żółta to nieco łagodniejsza wersja glinki zielonej. Ponieważ są to bardzo okrojone informacje, a ja znów zainteresowałam się glinkami, post o ich właściwościach na pewno u mnie powstanie za jakiś czas. Kiedyś już taki napisałam, ale w jakiś sposób jego większość się skasowała... ;/

Ja chyba najbardziej polubiłam się z glinką zieloną (mam skórę mieszaną), chociaż z tego co czytałam odpowiedniejsza powinna być dla mnie glinka żółta. Kiedyś wydawało mi się, że glinka zielona za mocno działa na moją skórę, ale od kiedy łączę ją z olejem jest dużo lepiej.

Jak wykonać maseczkę?
Wykonanie jest mega proste. Niestety nie napiszę Wam ile dokładnie czego dodaję, bo zawsze robię to na oko. Dodaję po trochu składników i mieszam co jakiś czas sprawdzając, czy glinka ma odpowiednią konsystencję. Musi po prostu powstać papka którą da się rozsmarować na twarzy.


Po jakimś czasie, gdy widzę, że maska zaczyna schnąć zmywam ją ciepłą wodą. A później...cieszę się, fantastycznie wyglądającą skórą:)

Gdzie kupić glinki?
Oczywiście najszybciej znajdziecie je w sklepach z półproduktami na internecie. Ja swoją kupiłam w aptece internetowej, więc może są dostępne również w stacjonarnych aptekach.

A Wy, lubicie i stosujecie glinki?

42 komentarze:

  1. Ja lubię glinki za fenomenalne zwężanie moich porątek :D
    Obecnie używam żółtej z hydrolatem oczarowym i super się u mnie sprawdza. Muszę pokombinować z olejkiem też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nic innego tak fantastycznie nie zwęża porów :) Za to je lubię.

      Usuń
  2. ja mam zieloną i nie widze efektów jakie opisują:) mieszałam z wodą i po 5 min już sucha, nie nadazałąm nawilżać to zmyłam szybko :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dodaj trochę więcej wody i koniecznie oleju. Ostatecznie może być sam olej wtedy szybko nie zaschnie:D

      Usuń
    2. A dodatkowo co kilka minut spryskuj twarz wodą termalną :)

      Usuń
  3. a widzisz, u mnie leżą trzy glinki i użyłam tylko raz, bo wysuszyła mnie na wiór. mówisz, że czerwona na naczynkową? oj bo się dziś skuszę, skoro pogoda taka, że aż trach wyjść z domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodaj więcej oleju lub nawet sam olej.

      Usuń
  4. ja już siedzę z moją glinką na twarzy, ale niestety nie robiłam sama, postawiłam na gotowy dermaglin :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, jak robi się samemu to jest z tym troszkę więcej zachodu. Chociaż...dla mnie to nie problem:) Chwalisz sobie tą którą masz?

      Usuń
  5. Mnie osobiście glinki nigdy nie wysuszają twarzy jeszcze bardziej niż mam i dośc dobrze służą chociaż raz na jakiś czas robię przerwy bo skóa się przyzwyczaja i efekty po maseczce znikome.
    Używam sypkich glinek najbardziej lubię zieloną i różową, jak zaczyna zasychać to spryskuję wodą termalną i tak trzymam ok.20min

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam okazji testować różowej, chociaż ona chyba byłaby nawet dla mnie za delikatna.

      Usuń
  6. Kochana a ja się cieszyłam że siebie całą nam z tą glinką pokażesz ;-)
    taki żarcik
    muszę kiedyś spróbować zrobić swoją maseczkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy chciałabyś mnie tak widzieć :) Niczym żółty potwór:D

      Usuń
    2. oj tam oj tam, mnie nic nie rusza więc nie masz się co wstydzić ;-)

      Usuń
  7. Ciekawa jestem jak glinki zadziałały by na moje włosy, jeszcze nie próbowałam ale to z czystego lenistwa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na włosy też nie próbowałam. Chociaż chyba raz...?

      Usuń
  8. lubię i stosuję :) zwykle łączę je z olejek z kocanki, co uspokaja moje naczynka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam okazji stosowania tego olejku, niestety, ale dużo dobrego o nim czytałam.

      Usuń
  9. W domu mam właśnie mały zapas glinek to w końcu bede musiała je zużyć. Olejku jakoś nigdy nie dodawałam, ale może i mnie się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny post, przydatny. Jako, że jestem posiadaczką cery mieszanej używałam zawsze zielonej, ale może faktycznie przejdę na żółtą? Ostatnio i tak od jakiegoś czasu zdradzam glinkę na rzecz maski algowej bielendy ze spiruliną - daje bardzo dobre efekty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mieszanej polecana jest bardziej żólta niż zielona, bo jest delikatniejsza. Chociaż na mnie i tak najlepiej działa zielona. Cudownie działa na pory i ogólny wygląd skóry.

      Usuń
    2. Pierwszy raz czytałam (to właśnie Ty mnie oświeciłaś), że jest jeszcze żółta glinka :) Dzięki, wypróbuję jak skończę algową :D

      Usuń
  11. Glinki nie trzeba zmywać zanim zaschnie - wystarczy spryskiwać wodą termalną :). Ja akurat stosuję różową (biała + czerwona) i jestem zakochana w działaniu. Hydrolat nie sprawdził się jako dodatek, podejrzewam, że olejek też się nie sprawdzi - daję samą wodę i jest cudowne działanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przekonasz się póki nie spróbujesz:)

      Usuń
  12. Bardzo lubie glinki, ale do tej pory nigdy nie stosowalam takich wlasnorecznie robionych. Moze pora zaczac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może? Dla mnie wszystko co zrobione własnoręcznie jest "zdrowsze".

      Usuń
  13. Uwielbiam glinkę, szczególnie zieloną. Właśnie skończyła mi się ta ze Starej Mydlarni i muszę rozejrzeć się za czymś innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja będę chciała kupić teraz większe opakowanie. Chociaż po skończeniu tych glinek które mam, czyli w sumie wszystkie są na zdjęciu biorę się za maseczkę morską:D

      Usuń
  14. U mnie najlepiej sprawdza się glinka plus hydrolat oczarowy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów ten hydrolat oczarowy...co ja poradzę, że sobie zmienili opakowanie i cenę chwilę przed moim zamówieniem z BU:) Ale jeszcze go upoluję. A z innymi hydrolatami próbowałaś?

      Usuń
  15. o kochana ale mi super pomysła zadałaś

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja dostałam bardzo fajną uniwersalną glinkę francuską i na szczęście nie musze jej mieszać, ani się z nią bawić, jest w opakowaniu z pompką i trochę ciężko idzie, ale naprawdę świetna jest :D

    Pierwszy raz mnie widzisz, mam co najmniej 3 zdjecia na blogu ze swoja podobizna, hahaha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak dawno na niego trafiłam. Daj mi czas, na wszystkie trafię:)

      Usuń
  17. ja już dziś jestem po maseczce z glinki, ale następnym razem koniecznie dodam olejku:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nigdy nie używałam glinki, ale narobiłaś mi na nią ochoty:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Muszę sobie taką maseczkę zrobić nie wpadłam wcześniej na dodawanie oleju:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobry patent z tym olejem, wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  21. zakupiłam glinki w zrób sobie krem, zaczynam testować, Twój post przyda mi się do zrobienia maseczki, pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. ja się zakochałam w glinkach od pierwszego użycia. wypróbowałam już chyba wszystkie najbardziej mi pasuje ghassoul ale eksperymentuje teraz z mieszaniem i dodawaniem różnych dodatków.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz.
Wszystko czytam i w miarę możliwości odpowiadam. Proszę nie spamować, jeśli napiszesz ciekawy komentarz będę wiedziała jak trafić na Twojego bloga:)

Pod wcześniejszymi postami niż najnowszy jest ustawiona moderacja, bym nie przegapiła Twojego komentarza:)

SZABLON BY: PANNA VEJJS.