Puder do konturowania z Inglota to nowość tej marki. Przez długi czas nie mogłam go dostać stacjonarnie, zatem postanowiłam zamówić go przez internet. Podejrzewam, że ten konkretny odcień o którym dziś napiszę i tak jest ciężko dostać w sklepach z uwagi na furorę jaką robi na blogach i YT. Mowa oczywiście o Pudrze do modelowania twarzy Inglot nr 505. Kosztuje 29zł/5,5g i jest dostępny w formie wkładu do paletki. Szkoda, że producent nie zrobił też wersji w okrągłym opakowaniu jak w przypadku róży.
Cukierkowy róż z Inglota
Historia tego różu nie zaczyna się oczywiście od tego, że pokończyłam wszystkie inne które miałam, co to to nie:) Mam ich już kilka, ale postanowiłam kupić coś nowego. Od dawna planowałam zakup chłodnego, jasnego różu, takiego bardzo barbi :P Nadal nie wiem czy taki odcień by mi pasował, ale na dzień dzisiejszy jestem przekonana, że to kolor dla mnie.
Oczywiście wpadając do Inglota spodobał mi się całkiem inny kolor i zupełnie zapomniałam po jaki przyszłam. Jakie to typowe :P Jest lekko barbi, ale niezupełnie o to mi chodziło. Oglądałam go już kilka razy na blogach i jakoś tak we mnie strzeliło, że jednak chcę taki kolor.
Porównanie moich pędzli do rozcierania: Inglot HP80 & E.l.f. Blending Eye Brush & Essence kuleczka
Myślę, że wiele z Was posiada w swojej kosmetyczce jakiś pędzelek kuleczkowy czy blendujący, ja obecnie posiadam trzy, które dziś postanowiłam porównać. W plebiscycie na najlepszy pędzel do rozcierania cieni udział biorą:
Moje cienie z Inglota
12 mar 2012
Autor:
Panna-Kokosowa
Etykiety:
cienie do powiek,
Inglot,
kosmetyki kolorowe,
makijaż oczu
46
komentarze
Lubicie cienie z Inglota? Domyślam się, że większość z Was odpowiedziała twierdząco:) Ja sama je bardzo lubię. Pokażę Wam zatem jakie ja ich cienie posiadam, nie jest ich dużo, bo zaledwie 8 sztuk. Idealna ilość do moich paletek PRO-3 i PRO-5. Samych cieni miałam więcej, ale były to głównie cienie perłowe, więc większość z nich poszła na wymianki, kiedy doszłam do wniosku,że wolę cienie matowe. Kilka perłowych kolorków jednak zostawiłam, choć obecnie bardzo rzadko kupuję nie-matowe cienie. Niestety prawdą jest, że maty są zwykle słabiej napigmentowane i jeśli chodzi o Inglota, to uważam, że te ciemniejsze matowe kolory są strasznie tępe w obsłudze i ciężkie do rozcierania.