Minimalizm kosmetyczny stał się ostatnio bardzo popularny. Czasami z przerażeniem oglądam filmiki na youtube z toaletkami dziewczyn...10 tuszy do rzęs, 8 podkładów... przecież tego nie da się zużyć w terminie. Czasami z przerażeniem patrzę na swoją toaletkę, chociaż staram się by mieć wszystkiego coraz mniej. Owszem, jak ktoś powiedział można wyznawać zasadę, że kolorówka jest do używania a nie zużywania, ale o ile w kwestii cieni do powiek czy róży się zgodzę, o tyle lubię to uczucie gdy uda mi się zużyć cały podkład czy tusz do rzęs i ze spokojnym sumieniem mogę pozwolić sobie na kolejny egzemplarz.
![]() |
źródło zdjęcia: klik |
Sama kiedyś chętnie prowadziłam u siebie projekt denko. Później tego typu posty zaczęły coraz rzadziej pojawiać się na moim blogu by w końcu nie pojawiać się w ogóle. Prezentowanie pustych i sfatygownych opakowań przestało wydawać mi się interesujące :) Zastanawiam się jednak nad powrotem do tych postów bo są bardzo mobilizujące do oszczędności kosmetycznych:)
Co ciekawe o ile dobrze szło mi z wyrzucaniem/zużywaniem kosmetyków do pielęgnacji, to gorzej było z kolorówką. Tzn. sądziłam, że nie jest źle, bo akurat na punkcie bakterii w kosmetykach jestem przewrażliwiona... Pisałam o tym nawet kiedyś posta na blogu <KLIK> Jednak jak się okazało znacznie łatwiej przychodziło mi wyrzucanie kosmetyków pielęgnacyjnych, które straciły swój termin lub po prostu mi się nie sprawdzały, niż np. wyrzucenie cienia czy szminki których i tak nie używałam, bo np. nie odpowiadała mi ich pigmentacja czy kolorystyka. Czekały sobie grzecznie na lepsze czasy...które oczywiście nigdy nie nastąpiły.
Tak było do wczoraj.. bo w końcu się zmobilizowałam i ponownie przejrzałam swój zbiór wyrzucając bez skrupułów sporą część produktów. Niestety ze smutkiem stwierdzając, że niektórych użyłam dosłownie kilka razy. Było tez kilka wiekowych, których termin ważności minął a ja przezornie i tak od dłuższego czasu ich nie używałam, a swoje miejsce zajmowały:) Niestety pozbyć musiałam się też lubianych kosmetyków, których termin ważności minął co uświadomiłam sobie dopiero podczas porządków... np. cieni czy różu Inglota, paletek Sleek... Nagle okazało się, że moja pękająca w szwach szuflada jest teraz luźna, co niezmiernie mnie cieszy bo nie walają się po niej kosmetyki których i tak nie używam. Wiadomo jednak, że przed odkryciem kosmetycznych ideałów trzeba popełnić wiele błędnych zakupów:)
![]() |
źródło zdjęcia: klik |
To całe wyrzucanie uświadomiło mi jednak, że nie tylko wyrzucamy dużo kasy w błoto, ale też takie trzymanie wielu kosmetyków jest niebezpieczne dla naszego zdrowia.
Ubolewam nad tym, że obecnie kosmetyki oznaczane są terminem przydatności od otwarcia, nie terminem przydatności po prostu. Z pewnością jest to na rękę firmom kosmetycznym, ale nie konsumentom. Wolałabym wiedzieć, że coś było wyprodukowane pięć lat wcześniej i do tej pory leżakowało w drogerii niż że muszę to zużyć w sześć miesięcy po otwarciu, gdzie nawet nie wiem czy ktoś danego kosmetyku już sobie wcześniej nie otwierał. A jak wiemy, biorąc pod uwagę to, że niewiele kosmetyków kolorowych jest przed tym zabezpieczonych, istnieje małe prawdopodobieństwo, że coś się przed tym uchowało. Niemiła niespodzianka spotkała mnie ostatnio, gdy po kupieniu tuszu do
rzęs okazało się, że już po kilku użyciach musiałam go wyrzucić bo
zaczął dziwnie pachnieć... Dlatego też mam coraz większe zaufanie do sklepów internetowych.
Trzeba przyznać, że blogerki kosmetyczne mają tego wszystkiego więcej niż przeciętne kobiety, więcej niż są w stanie zużyć, ale też chyba mają większą świadomość że nie mogą ich trzymać w nieskończoność, bo to świetna pożywka dla bakterii. Tak mi się wydaje, choć czasami wątpię w to oglądając filmiki ze zbiorami kosmetycznymi na Youtube:)
Z przerażeniem przypominam sobie również widok wymazanych cieni czy maskar, które widziałam u swoich koleżanek za czasów studenckich, które widywałam regularnie przez dłuuuuugi czas i które wyglądały jak kupione znacznie, znacznie wcześniej. Owszem miały po jednym produkcie z danej kategorii, ale zużywały je do upadłego. Błagam, nie róbcie tak:)
PS. Przy okazji polecam preparat do dezynfekcji kosmetyków, którego sama używam - Skinsept pur, do kupienia np. na doz.pl. Sama od kiedy go używam czuję się jakoś tak..bezpieczniej. Teraz to zabrzmiało jak reklama, ha ha :D
A Wy, jak często sprzątacie swoje toaletki? Nie jest Wam żal że czegoś nie zdążyłyście zużyć?
Ja kilka razy w roku kosmetyki przeglądam i wyrzucam i faktycznie - kolorówki najciężej na sercu się pozbyć :)
OdpowiedzUsuńTeż zawsze myślisz, że jeszcze coś się przyda? :) Takim sposobem wyrzuciłam praktycznie nietknięte dwie czerwone szminki, jednak nie przekonałam się do tego koloru na ustach:)
Usuńja niestety zdecydowanie nie należę do osób z minimalizmem kosmetyków ;)
OdpowiedzUsuńChyba żadna blogerka nie należy do minimalistek, bo wtedy wystarczyłaby nam jedna paletka, szminka, tusz czy podkład:)
UsuńJa teraz ostro wstrzymałam się z zakupem kosmetyków (tylko to, co potrzebne i czuję się o wiele, wiele lepiej :-)
OdpowiedzUsuńI sporo poszło do kosza, niestety.
Natalio mi ciężko nawet wyrzucać to co dostałam, mimo że sama za to nie płaciłam...i w ogóle stwierdziłam że prezentów kosmetycznych to ja jednak nie lubię..no chyba, że ktoś zapyta co konkretnie bym chciała a nie kupuje mi kolejny balsam do i tak sporej kolekcji... Zwłaszcza, że staram się patrzeć na składy, a te popularne firmy zwykle idealnych składów nie mają. Później nie wiem co z tym zrobić..
UsuńMusze i ja przejrzeć swoje zapasy,bo odkąd bloguję zbiera się tego i zbiera,a faktycznie większości nie używam :/
OdpowiedzUsuńLepiej byłoby nie kupować za dużo niż później wyrzucać, ale co poradzimy, skoro to takie babskie przyzwyczajenie:)
UsuńTo ja chyba nie nadaję się na blogerkę :D Staram się zawsze stawiać na minimalizm ;)) Nie lubię jak coś mi zalega nieużywane. Dlatego mam zawsze mało kosmetyków, ale takich które używam. Oczywiście nie do upadłego, jak Twoje koleżanki ze studiów :D
OdpowiedzUsuńAngie pisząc to przypomniałam sobie o tym jak jedna zawsze reaktywowała tusz stosując trik ze szklanką ciepłej wody. I tak robiła za każdym razem.. przez miesiąc, dwa? Z jednej strony fakt to oszczędność z drugiej nie wiem czy nic mu się przez to nie działo. Tym bardziej, że leżał sobie później otwarty przez dłuższy czas na półce..więc tak czy siak miał prawo zasychać.
UsuńProdukty prasowane używam o wiele dłużej niż jest to zalecane na opakowaniu, bo jako chemik wiem, że nie ma co tam się zepsuć. Podobnie kosmetyki mineralne, czy nierozrobione glinki. Sprawa ma sie zupełnie inaczej jeśli chodzi o produkty płynne czy kremowe, tu niestety warto tych terminów przestrzegać:)
OdpowiedzUsuńMilko zawsze mi się wydawało, że np. produkty mineralne są niemalże długowieczne..a na pewno dłużej wytrzymują niż standardowe. Sprawdziłam ostatnio, że moje kosmetyki Anabelle Minerals mają tylko rok ważności od otwarcia. Co o tym myślisz? W życiu nie zużyję w tym czasie pełnowymiarowego podkładu czy różu..
UsuńJa kiedyś marzyłam o tym, aby mieć mnóstwo kosmetyków, a toaletka będzie się od nich uginała. Jak już miałam 20 tuszy, 15 podkładów i masę cieni, to zdałam sobie sprawę, że do niczego mi nie jest to potrzebne :D
OdpowiedzUsuńimponderabilia podkładów to ja nadal mam za dużo...ale odnośnie tuszy to przekonałam się że nie ma co mieć więcej niż dwa jednocześnie bo bardzo szybko zasychają/ śmierdzą itd. Niestety według mnie tym kosmetykom otwieranie w drogerii najbardziej nie służy..u mnie bardzo szybko tracą swoje właściwości albo ja mam takiego pecha. Nie wiem nawet czy jakaś firma zabezpiecza swoje tusze przed otwieraniem? A mam wrażenie, że w takim Rossmannie dosłownie wszystkie egzemplarze są zmacane..;/
Usuństaram się mieć kontrolę na tyle, na ile to możliwe przy wielkości mojego zbioru - pilnuję zwłaszcza tuszy do rzęs. Najbardziej liberalne podejście mam do pudrowych rzeczy - cienie, róże - na tym bakterie nie rozwijają się więc jest bezpieczniej.
OdpowiedzUsuńSkinsept to od niedawna mój bliski przyjaciel :) można go dostać w sklepach z artykułami medycznymi :)
Kasiu z tego co pamiętam to kupiłam go za Twoją radą:)
Usuńciekawy post ;)
OdpowiedzUsuńja używam oscenisept
OdpowiedzUsuńTeż zrobiłam ostatnio porządki ;) A z terminami też nie ma co popadać w paranoję-przykładowo cień z inglota jest ważny 18 miesięcy, ale chyba nawet cielistego się w tym czasie nie zużyje (a i z cieniem po tym czasie nic się nie stanie). Chociaz przyznaję, wkurzyłam się jak kupiłam ostatnio cień kobo i okazało się, że jest ważny do sierpnia tego roku (więc musiał leżeć i czekać w drogerii jakieś 2 lata) :/
OdpowiedzUsuńJa staram się nie kupować czegoś pod wpływem impulsu. Oduczyłam się tego już. Poza tym regularnie robię porządki w swoich kosmetykach :)
OdpowiedzUsuńGdzieś przeczytałam, że kolorówki się nie zużywa, tylko używa i chyba jednak coś w tym jest :) Używam niewielką ilość podkładu, tusz mam jeden otwarty, ale w temacie cieni do powiek jestem chyba nienawracalna. Mam ich sporo, ale wszystkie kolory są używane, wszystkie kocham i mieszam ze sobą. I wiem, że ich nie wykorzystam do końca, bo w sumie nie na to się nastawiłam przy ich zakupie. Cieszę się, że wyglądają ładnie na oku, korzystam, ale jednak taką orientacyjną datę ważności staram się zapamiętywać. I wtedy trudno, ale takie stare cienie można także wykorzystać do np malowania kartek. Nie lubię określenia minimalizm w kosmetyce, bo żeby mieć te swoje ulubione i sprawdzone produkty, zawsze najpierw trzeba sprawdzić inne. Co jak wiemy nie zawsze musi się kończyć miłością. Grunt to zdrowy rozsądek i podejście, że to kosmetyki są dla nas, bo nie żyjemy tylko dla kolekcjonowania kolejnych pudełeczek :)
OdpowiedzUsuńJa posiadam aktualnie niezbędne minimum jeżeli chodzi o kolorówkę, choć przyznam, że na początku blogowania, a nawet przed miałam wszystkie na pęczki :)
OdpowiedzUsuńJeśli mam kosmetyk, który nie do końca mi odpowiada, a ma dobrą datę ważności - nie trzymam go.
OdpowiedzUsuńJeśli się uda to sprzedaję, a jeśli nie, posyłam dalej w świat oddając go :)
Nie mam wtedy wyrzutów sumienia, że to ja go wyrzucę.
jak wiesz, lubię wybór, więc nie jestem w stanie zużyć całej swojej kolorówki i nie widzę w tym nic złego. co jakiś czas wyrzucam co starsze kosmetyki.
OdpowiedzUsuńoj tak, bardzo fajnie by było, gdyby producenci dawali nam na opakowaniu konkretną datę, jestem za :)
Niestety należę do tych osób, które co jakiś czas muszą wyrzucać kosmetyki...
OdpowiedzUsuńja teraz co jakiś czas przeglądam kosmetyki i te co się nie nadają wyrzucam, a te które są dobre, ale ich nie używam zwyczajnie oddaje, nie chcę już chomikować ;)
OdpowiedzUsuńJa na szczęście nie mam nadmiaru kosmetyków, to czego nie używam na bieżąco oddaję :)
OdpowiedzUsuńMożesz powrócić do postów z denkami :)
Ja ilość swoich kosmetyków przetasowałam już jakiś czas temu i bardzo się z tego cieszę :) Zostawiłam to, co faktycznie się u mnie sprawdza i w większosci to poprostu moi kolorówkowi ulubieńcy. Staram się też nie gromadziś pielęgnacji, nie ulegać magii promocji. Realizuję powoli listę spisanych chciejstw, która naprawde ułatwia zakupowe wybory :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam, A
No niestety, większość z nas ma tendencję do chomikowania.
OdpowiedzUsuńI o ile sztuczne rzęsy np. mogą jakiś czas polezeć (klej już nie), to w życiu nie odważyłabym się nałożyć na twarz przeterminowanej maseczki. Także od czasu do czasu naprawdę warto przejrzeć te terminy. Inaczej możemy tylko narobić sobie biedy.