Moje przygody z Amlą Jasmine

Zachwycona pozytywnymi recenzjami dziewczyn, które stosowały oleje Amla postanowiłam również spróbować. Po moich poszukiwaniach okazało się, że „klasyczna” Amla jest zalecana raczej do ciemnych włosów, a dla blondynek stworzono wersję Amla Jasmine.

 
Dostępne oleje Alma Dabur:
  • Amla - do włosów od ciemnego blondu po czarne
  • Amla Gold – do każdego rodzaju włosów, nie zmienia ich koloru
  • Amla Jasmine – od jasnego blondu po ciemne
No więc kupiłam Dabur Amla Jasmine...już dosyć dawno, tylko jakoś ociągałam się z recenzją. 

Opis produktu:

„Olejek zawiera ekstrakt z kwiatów jaśminu, składnik przeciwłupieżowy i olej z białych minerałów.
Sprawia, że włosy stają się mocne i błyszczące. W naturalny sposób opóźnia efekty siwienia. Stymuluje pracę cebulek nadając włosom gęstości. Olejek zawiera wyciąg z owoców amla (amalaki - agrestu indyjskiego), sprawia, że włosy stają się sprężyste i zdrowe. Będziesz mieć wrażenie, że włosy są odżywione od środka i mieć poczucie lepszej pielęgnacji. Olejek odżywi twoje włosy oraz odbudowuje rozdwojone końcówki.”
[źródło: helfy.pl]



Olejek otrzymałam w kartonowym pudełku, na którym jedynie doklejono krótką informację o właściwościach i stosowaniu. Sam olej jest w przezroczystej, plastikowej butelce o pojemności 200 ml. Zapłaciłam za niego ok. 25 zł. Jeśli chodzi o wygląd oleju to może lekko zniechęcać, bo ma jasny zielony kolor, ale nie zauważyłam, żeby barwił włosy. Pachnie intensywnie i kadzidełkowo, nie wyczuwam w nim pięknego jaśminu, ale mi to akurat nie przeszkadza. Zapach może być dla niektórych osób zbyt mocny. Na drugi dzień jest prawie niewyczuwalny na włosach. Konsystencja jest raczej wodnista, bez porównania np. z olejem kokosowym czy z oliwą z oliwek.




Sposób użycia wg opakowania:

Olej wmasować we włosy oraz skórę głowy i pozostawić na 30-60 minut, po czym zmyć szamponem.

                                                               Jak go stosowałam:                                                                  
  • Olej nakładałam 2 razy w tygodniu w ilości ok. 1-2 łyżek na godzinę przed myciem włosów. Następnie zmywałam szamponem. Jeśli nie używałam po tym odżywki wydawały mi się delikatnie przesuszone... 
  • Po dłuższym bez efektownym stosowaniu zaczęłam nakładać go na kilka godzin sądząc, że mi ta godzinka nie wystarcza. Po zmyciu również nie odczułam genialnych efektów, no może poza delikatnym wygładzeniem, ale zawsze starałam się po myciu stosować jeszcze odżywkę. Nie widząc większych efektów zastąpiłam Amlę olejkiem z Alterry.
Ostatnio postanowiłam spróbować jeszcze raz.
  • Nakładałam go cierpliwie na suche włosy – efektów praktycznie brak. Zastosowałam więc metodę „olej na odżywkę”. Jako odżywki używałam Isana z olejkiem babassu. Delikatnie moczyłam włosy, nakładałam na nie odżywkę, później ok. łyżki oleju Amla i zakładałam czepek i ręcznik na ok. godzinę. Po aplikacji myłam je dwukrotnie szamponem bez SLS , ale wyglądały „nieświeżo”.. To nie był efekt o jakim marzyłam. Następnym razem zastosowałam szampon z SLS, włosy wyglądały lepiej niż za pierwszym razem, ale szybko się przetłuściły. Muszę jednak przyznać, że były miękkie, gładkie i wydawały się nawilżone. Taki sposób stosuję od niedawna, ale po pierwsze jest dla mnie bardziej uciążliwy, a po drugie zawsze mam obawę, czy je dokładnie domyję..

Skład:

Mineral oil (Paraffinum Liquidum), Canola oil, Elaeis guineensis oil, Phyllanthus emblica (Amla) extract, Perfume (Jasmine), Isopropyl Myristate, Cyclopentasiloxane, Phenyl trimethicone, Butyl Methoxydibenzolmethane, Rosmarinus officinallis oil, Tocopheryl Acetate, Tertiary Butyl Hydroquinone, D&C Yellow No. 11 (Ci 47000), D&C Green No. 6 (Ci 61565)

  • Jak widać na pierwszym miejscu jest olej mineralny. Podejrzewam, że niezupełnie służy moim włosom, dlatego nie zauważyłam genialnych efektów po używaniu samej Amli. Poza tym kosmetyki zawierające olej mineralny trzeba zmywać mocniejszymi szamponami, co trochę mija się z celem.
  • Canola oil – olej rzepakowy
  • Elaeis guineensis oil- olej palmowy
  • Phyllanthus emblica (Amla) extract – wyciąg z owoców amla (amalaki - agrestu indyjskiego)

Ogólna ocena:

Niestety ten olej jakoś szczególnie mnie nie zachwycił i tej wersji na pewno nie kupię ponownie. Dopiero po stosowaniu na odżywkę zaczął jakoś działać, ale wydaje się, że przeciąża moje włosy. Bez nakładania na odżywkę miałam wrażenie, że nic nie robi z moimi włosami, albo wyglądają gorzej. Długi czas starałam się wmawiać sobie, że pewnie potrzebuje czasu, za krótko go stosuję itd., ale nawet po aplikacji na dłonie wydaje się jakiś szorstki .. Mi nie przypasował, ale może u Was będzie inaczej.

Macie z nim jakieś doświadczenia? Chciałam jeszcze spróbować Amli Gold, ale teraz mam mieszane uczucia.



28 komentarzy:

  1. a może sprobujesz khadi albo sesy? amla jest na parafinie i mi nie służyla :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja własnie też zamierzam zainwestować w Khadi albo Sese:) Ale najpierw poganiam za Jantarem:)

      Usuń
    2. Być może wypróbuję, ale czy sesa nie barwi czasami włosów? Jeszcze mam olej kokosowy Vatika na liście:)

      Usuń
  2. czytałam wiele negatywnych opinii na temat tego oleju...
    + dodaje do obserwowanych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wcześniej czytałam praktycznie same dobre, a tu klops..

      Cieszę się bardzo:)

      Usuń
  3. Dla mnie Amla Gold jest bardzo kiepska, prawie żadnych efektów po niej nie widziałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc pewnie to prawie to samo. Nie porównywałam składów. Skoro tak mówisz to chyba też ją sobie daruję, szkoda kasy. Tej Amli jakoś nie lubię szczególnie używać..

      Usuń
  4. uuu jestem troszkę zdziwiona, ale bubelki się zdarzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, bo tyle osób zachwalało Amlę. Na mnie lepiej działa np. Olejek babydream fur mama.

      Usuń
  5. Ja jak wącham Amle to mam ochotę ją wyrzucić.. pewnie komuś oddam bo nie mam ochoty jeszcze raz jej powąchać :( Nawet myśle czasem że jest zepsuta ale termin ważności mija za rok.. fuuuu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi ten zapach nie przeszkadza, takie kadzidełko:) No ale jest intensywny i nawet po nałożeniu czepka i ściągnięciu czuć go na nim potem kilka dni. Na włosach aż tak mi się nie utrzymuje, ale domyślam się, że nie każdy wysiedziałby z takim aromatem nawet pół godziny.

      Usuń
  6. czy mi się wydaje czy zmieniłaś wygląd bloga? jakoś tak ładnie i przyjemnie tutaj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje Ci się:) Wcześniejszy był bardziej spokojny i dopiero teraz czuję, że to jest to. Przynajmniej na jakiś czas. Cieszę się, że ktoś zauważył zmianę:)

      Usuń
  7. Hej, ja stosowałam SESĘ. Ma ona w postaci ciekłej lekko zielonkawy kolor. Wmasowywałam ją we włosy i w skórę głowy.Zmywałam szamponem z AVONU z orzeszkami macadamii. Miałam problem, z powodu problemów osobisto - rodzinnych, z okropnym przerzedzeniem włosów. No i nie wiem co pomogło czy SESA czy orzeszki macadamia, ale włosy wróciły do normy, co zauważyłam nie tylko ja, ale i znajomi przede wszystkim. A może unormowanie sytuacji wpłynęło na przybytek włosów ... W każdym razie SESA też śmierdzi, ale idzie wytrzymać, przyzwyczaić się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro i znajomi zauważyli różnicę to na pewno zadziałała:) Mam ochotę jej wypróbować. W ogóle muszę się zabrać za jakieś większe zamówienie olejów:)

      Usuń
  8. Myślę, że brak skuteczności, to efekt obecności oleju mineralnego. Nie rozumiem celu dodania go do tego olejku i to na pierwszym miejscu... Czyżby miał tylko imitować nawilżenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zupełnie tego nie rozumiem, ale chyba we wszystkich Amlach Parafina jest na pierwszym miejscu. Gdyby była dalej to ok, ale na początku to niezbyt dobre.

      Usuń
  9. A na mnie działają wszystkie oleje i włosy odrastają w expres tępie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozazdrościć tylko, u mnie różnie z tym bywa.

      Usuń
  10. Kocham klasyczną amlę, jaśminowej do niej daleko

    OdpowiedzUsuń
  11. miałam amle plus i byłam bardziej zadowolona niż przy stosowaniu mocno chwalonych olejków z alterry:/ i właśnie zastanawiałam się teraz nad tym do włosow blond bo chce chyba wrócić do natury:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi ona nie przypadła do gustu, ale też wielu dziewczynom odpowiadała..

      Usuń
  12. Długo czasu zamierzam kupić sobie te olejki...ale jakoś się nie mogę do tego zabrać hehe ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. A miałaś do czynienia może z olejkiem kokosowym z Vatiki? Przeglądałam allegro, już chciałam kupić, ale dostrzegłam w składzie henne... I teraz może niezbyt mądre pytanie, ale czy nam - blondynkom - henna w niczym nie "zaszkodzi"? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam z Vatiką do czynienia niestety. Jeśli masz na myśli to czy henna z tego kosmetyków nie barwi włosów, to chyba nic takiego nie słyszałam. Na pewno nie zrobi z nich ciemnych. A sama henna np. Khadi bezbarwna jest nawet wskazana przy pielęgnacji włosów, chociaż delikatnie ociepla ich kolor.

      Czytałam jednak, że olej kokosowy niekoniecznie jest dla blondynek bo może powodować puszenie włosów itp. Na mnie olej kokosowy działał średnio szczerze mówiąc i raczej już go nie będę próbować.

      Usuń
    2. Mam Vatike i jestem blondynką... niestety dla blondynek ten olej to niewypał. Przesusza i puszy blond czuprynę. Poza cudnym kokosowym aromatem nie widzę u niego żadnych pozytywów.

      Usuń
  14. Mi osobiście olejek ten bardzo pasuje. Mam włosy z natury pokręcone dość mocno, a po tym olejku mam wrażenie, że zmienia się ich klarowność, loki są jeszcze ładniejsze, mają lepszy kształt. Ja polecam.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz.
Wszystko czytam i w miarę możliwości odpowiadam. Proszę nie spamować, jeśli napiszesz ciekawy komentarz będę wiedziała jak trafić na Twojego bloga:)

Pod wcześniejszymi postami niż najnowszy jest ustawiona moderacja, bym nie przegapiła Twojego komentarza:)

SZABLON BY: PANNA VEJJS.